piątek, 1 czerwca 2012


Jeśli zechcecie jeszcze czytać.

Trudno powiedzieć czy wróciłam. Czy w ogóle odeszłam? Czy z blogiem należy się oficjalnie żegnać, pozostawiać "kartkę": Odchodzę? Jestem znowu.
Tysiące razy papieros bywał ostatnim. Zawsze stawał się na nowo pierwszym. Identycznie jest z pisaniem.Pisałabym na potęgę, pomysły tłoczą się w głowie bez liku.Aż nadchodzi cisza i nie ma siły na tą niemoc. Tematów brak, życie przytłacza albo wręcz odwrotnie - pochłania bez reszty.
Od 10 miesięcy nie palę, z nadzieją na zawsze. Piszę nadal.

Życie przytłoczyło i pochłonęło mnie. Ze zbędnymi kilogramami przybyło kilka kompleksów, jeszcze więcej postanowień. Jedno marzenie osiągnięte, do drugiego wydaje się, że jesteśmy coraz bliżsi.

Za 23 dni minie rok jak jesteśmy małżeństwem. Intensywne 12 miesięcy, a jakby dopiero pół roku. Pełne prób. I dzisiaj na ślubie kuzyna męża, poczułam, że przestaliśmy być nowożeńcami, a zaczyna się nasz "start" w małżeństwo.
Jesteśmy w punkcie zero, czyli tam gdzie życzylibyśmy sobie zaczynać.

A więc zacznijmy. 

piątek, 17 lutego 2012




I rąbek sypialni, jeszcze z czasu remontu:

czwartek, 9 lutego 2012

Uporaliśmy się z remontem. Dzięki Bogu to już za nami (obiecuję zdjęcia na dniach). 
Nie licząc dodatkowych zakupów w międzyczasie, na które, w sumie nawet nie wiem, ile poszło pieniędzy, raz z jednej pensji, raz z drugiej, z oszczędności, pilnowaliśmy głównej rezerwy. A na końcu i tak musieliśmy dopłacić 1000 zł. za ponad programowe zlecenia. Ufff... do tej kwoty byliśmy przygotowani. 
Ale jak pisałam w poprzednim poście, Murphy nie śpi, a jego prawo jest żywe. I jak może coś pójść nie tak, to na pewno pójdzie. A jak to wg przysłowia bywa - nieszczęścia chodzą parami.
W minioną sobotę chcieliśmy pójść do kina, odreagować. Wychodząc zauważyłam wyciek spod samochodu, pod maską okazało się, że wypłynął cały płyn chłodniczy. W pobliskim warsztacie naprawę wycenili na 500zł plus uzupełnienie płynu na daną chwilę - kolejne 50 zł. Zrezygnowani wróciliśmy do domu i kino zamieniliśmy na tv. Zasiadając do filmu, nagle załamała się pod nami kanapa. Jej wymiana nie była przez nas planowana przez najbliższe kilka lat, bo jest to zaledwie dwuletni mebel.
Szczęściem w nieszczęściu (które mam) faktyczna naprawa skończyła się rachunkiem na 220zł, a tapczan zreperowaliśmy własnym pomysłem za 80 zł. Nie zmienia to faktu, że wszystko to mocno nadszarpnęło nasz budżet. I chyba jednak nie jestem przy zdrowych zmysłach, sadząc, że jeszcze damy radę z zamiejscowymi studiami Męża i tym całym oszczędzaniem...